Co Cię może zaskoczyć w Maroko? Wyobrażenia kontra rzeczywistość.


Filozofia życia, Maroko, News, Podróże / środa, Listopad 21st, 2018

Po przeczytaniu przewodników i kilku blogów podróżniczych nasze wyobrażenia o Maroko były… jakby to napisać… dość stereotypowe. Zwłaszcza mój B. uważał, że nigdzie nie mogę chodzić sama, powinnam zabrać zapas sukienek i spódnic do samej ziemi, zakrywać moje „sombre” blond włosy, a najlepiej to się przefarbować na ciemno. Dobrze by też było nie chodzić na zakupy, bo przecież Marokańczycy tylko czekają, żeby nas ogołocić z naszego europejskiego bogactwa! Ale czy faktycznie Maroko jest aż tak przerażające? Sprawdź co Cię może zaskoczyć w Maroko i zweryfikuj swoje wyobrażenia z rzeczywistością!

Od czego by tu zacząć? Kwestii, które dla nas okazały się zaskakujące, był ogrom… Także obawiam się, że ten artykuł będzie na prawdę dłuuuuuuugi. Dlatego, może lepiej, zaparz sobie kubek, bardzo duuuuuuuuży kubek, ulubionej herbaty lub kawy i dopiero wtedy zasiądź do tego wpisu. :)

Architektura i planowanie przestrzeni

Wybacz, że poruszam temat polityczny, ale każdy mieszkaniec Krakowa się ze mną zgodzi, że absolutny brak planowania zabudowy przestrzennej grodu Kraka za panowania Jacka Majchrowskiego, sprawił, że nasze piękne miasto staje się karykaturalną i „zasmodżoną” metropolią na miarę swoich czasów. A nawet obecny król Maroka wie, że to, jak prezentuje się zabudowa miasta, ma ogromne znaczenie dla jego wizerunku.

A więc, jak to wygląda w Maroko? Otóż powstanie nowego osiedla zaczyna się od wybudowania dróg dojazdowych i postawienia latarni. Następnie, na wyznaczonych parcelach powstają kolejne budynki, które UWAGA! Muszą być podobne do pozostałej zabudowy miasta. Co to oznacza w praktyce?

Po pierwsze, kolor. Tak kolor. Otóż większość głównych miast w Maroko ma swoje odcienie. Kolorem Marrakeszu jest ochra, Fezu – niebieski, Casablanki – biel itd. A teraz wyobraź sobie ocieplone bloki z wielkiej płyty, nowoczesne budynki kultury o dziwnej kubaturze, czy szklane korporacyjne wieżowce… Tak… .

Po drugie, wysokość. Budynki, które powstają obok siebie, mają podobną wysokość. Proste prawda (a w Krakowie aż takie trudne do wykonania)? Marokańskie budynki różnią się między sobą maksymalnie jednym czy dwoma piętrami w bliskiej zabudowie, a już na pewno nie uświadczysz tam wieżowców w miejscach, w których ich nie powinno być.

Po trzecie, tradycja. Nawet nowoczesne budynki czerpią z tradycji architektonicznej swojego kraju. I tak znajdziesz gipsowe koronki w nowoczesnym wydaniu, mozaikowe ceramiczne wzory czy charakterystyczny kształt okien. Czyli jednak da się coś zbudować, co nie będzie szklaną prostokątną bryłą…

Co to daje? Jednolitość zabudowy, która cieszy oko. Świetnym przykładem jest widok na panoramę Fezu. Nowa część miasta jest niemal nie do odróżnienia od starówki, która nie zmieniła się od czasów średniowiecza!

Ochra, to kolor Marrakeszu
Ochra, to kolor Marrakeszu

Tradycja przede wszystkim

Marokańczycy uwielbiają swoją tradycję, rodzime manufaktury, czy małe sklepiki. Objawia się to m.in. tym, że: słuchają i bawią się do swojej, marokańskiej muzyki; noszą tradycyjne stroje (dżelaby i kaftany w wersjach męskich i żeńskich) na zmianę z ubraniami z sieciówek lub znanych projektantów, i to bez względu na status społeczny czy stopień zamożności; kupują produkty głównie na targach i w małych sklepikach, rzadziej w hipermarketach; ozdabiają swoje domy rodzimymi ceramicznymi mozaikami, metalowymi żyrandolami i kinkietami itp. itd., na próżno szukać wielu zagranicznych marek przy głównych ulicach. Można stwierdzić, że Marokańczycy do zakupów podchodzą bardzo narodowo.

W takich sklepikach zaopatrują się nie tylko turyści, ale i miejscowa ludność.
W takich sklepikach zaopatrują się nie tylko turyści, ale i miejscowa ludność.

Religia, a zwykłe życie zwykłego Marokańczyka

Tak, to prawda, że Maroko jest krajem religii islamskiej. Nie, to nieprawda, że jest krajem religijnym. Przekonaliśmy się o tym bardzo szybko. Choćby po ubiorze tamtejszych kobiet.

Wyobrażaliśmy sobie, że Marokańczycy modlą się pięć razy w ciągu dnia. To znaczy, rzucają wszystko, wyciągają jakiś dywanik i modlą się na wezwanie muezina, w miejscu, w którym akurat się znajdują. Nie, to też nie tak. Swoje codzienne obowiązki mieszkańcy Maroka traktują dużo poważniej niż religię. Ponieważ, prawie za każdym razem, musieliby zamknąć swój sklepik czy punkt gastronomiczny, a to oznacza mniej dirhamów w skarbonce. Więc rachunek jest prosty.

W Maroku mamy do czynienia z sunnitami. Znaczy to m.in., że nie uznają oni religijnych pośredników. Mam tu na myśli, kogoś w rodzaju kapłanów (tak jak jest to w religii chrześcijańskiej), którzy np. są oddelegowani do tego, by udzielać sakramentów czy prowadzić msze. Co to oznacza w praktyce? Najprościej rzecz ujmując tyle, że np. nie ma ślubów o charakterze religijnym. Osoby, które chcą zawrzeć związek małżeński, robią to tylko w urzędzie. Co jeszcze bardziej ciekawe i intrygujące to to, że modlitwę (odpowiednik mszy w religii chrześcijańskiej) może poprowadzić każdy mężczyzna, który potrafi to zrobić. Praktyczne, prawda?

W Maroko można wejść tylko do czterech meczetów. Dlaczego do tak niewielu? Można by pomyśleć, że każdy niemuzułmanin jest niegodny, by wstąpić do świętej budowli. Otóż nie, sprawa wygląda zgoła inaczej. Niestety chrześcijanie sami są sobie winni. Podczas protektoratu francuskiego, ówcześni europejczycy nie potrafili uszanować miejsc świętych. W związku z tym, wydano zakaz, który nie pozwala w Maroko na wchodzenie do większości meczetów osobom innego wyznania.

Marokańczycy nie są fanatykami religijnymi. A jeśli ktoś już jest, to od razu to widać. U kobiet, objawia się to noszeniem burki (na dłoniach noszą nawet rękawiczki w środku lata!), a u mężczyzn – długą brodą. To tak w uproszczeniu. A tak na serio można powiedzieć, że podobne podejście do religii panuje u nas w kraju. Mamy w sporej mniejszości „nadgorliwych” wyznawców, większą część połowicznie wierząco-praktykującą oraz ateistów. To na prawdę piszę w ogromnym skrócie myślowym na podstawie własnych obserwacji i nie mam zamiaru nikogo tym obrazić. Chcę tylko w obrazowy sposób pokazać, jak mieszkańcy tego islamskiego kraju są do nas podobni, pomimo znaczących różnic.

Meczet Hasana II w Casablance, to jeden z czterech meczetów w Maroku, do którego mogą wejść niemuzułmanie.
Meczet Hasana II w Casablance, to jeden z czterech meczetów w Maroku, do którego mogą wejść niemuzułmanie.

Emerytura? Co to takiego?

I tu pojawia się wrodzona natura handlarzy Marokańczyków. Nie wiedzą co to zasiłki, czy emerytury. Chociaż ta druga kwestia się powoli zmienia. Niektórzy pracujący na legalnym etacie, mogą liczyć na drobne emerytury po osiągnięciu odpowiedniego wieku. Brak państwowego wsparcia sprawia, że każdy zdrowy mieszkaniec tego kraju zdobywa (słowo użyte celowo) pieniądze. Ale czy posuwa się do żebractwa? Nie (podczas naszego pobytu spotkaliśmy może trzy żebrzące kobiety), a jeśli już tak, to bardzo rzadko!

Tam każdy, ale to każdy, kto tylko chce coś zarobić, musi coś zrobić lub sprzedać. Dlatego spotkasz na swojej drodze przeróżne osoby sprzedające co tylko się da: chusteczki higieniczne, owoce opuncji czy ciasteczka na sztuki; robiące co tylko się da: akrobacje, tańce, granie na bębnach itd. itp. Jednak, zanim wyciągną rękę po pieniądze, najpierw coś zrobią lub sprzedadzą.

Oczywiście, to może powodować dość nachalne zachowanie niektórych Marokańczyków. Dla nich każdy turysta, to potencjalne dirhamy w kieszeni. Dlatego zaczepianie i zapraszanie do swoich sklepików, restauracyjek i herbaciarni jest dość uciążliwe, i przejście ulicą pełną punktów usługowych jest bardzo czasochłonne. Najlepiej w tej sytuacji być stanowczym i grzecznie odmawiać, jeśli nie jest się zainteresowanym. Drobne zawahanie może skończyć się wydaniem kilkudziesięciu dirhamów na lokalne produkty czy usługi! :)

Czy można pić alkohol w Maroko i jak go dostać?

Odpowiedź brzmi – można, i wbrew pozorom jest on całkiem łatwy do zdobycia, ale…. jest na prawdę drogi. I nie piszę tu o miejscowym piwie (La Special, Casablnca) czy o szarym winie, ale o importowanym alkoholu. Znane wódki, wina czy inne rodzaje alkoholów są dużo droższe niż w Polsce. Z tego co pamiętam, to w Carrefourze widzieliśmy Red Label 0,7 za 270 dirhamów (ok. 27 euro, czyli ok. 116,10 zł!). A i co ważne, alkohol można kupić tylko w specjalnie wydelegowanych do tego miejscach.

W Agadirze alkohol kupisz m.ni. obok Carrefoura. Trzeba wyjść z dyskontu i przejść do końca sklepu. Za ruchomymi schodami znajdziecie wejście z napisem „la cave”, tam będzie alkohol. :)

Wszelkie hotelowe bary, też są zaopatrzone w różne alkohole. Drinki i piwo kupisz też w lokalnych marokańskich nocnych barach, gdzie bawi się miejscowa młodzież. Jednak w takim miejscu, musisz przygotować się na wydatek rzędu nawet 50 dirhamów (ok. 5 euro, czyli ok. 21,50 zł) za drinka.

My możemy z czystym sercem polecić miejscowe piwo. La special ma ok 4% alkoholu i występuje w wersji zwykłej i premium. Obie przetestowane przez nas i bardzo dobre. Co do Casablanki, nie próbowaliśmy. Skusiliśmy się też na szare wino, i mówiąc szczerze… wcale nie jest takie niesamowite. Takie bardziej rozcieńczone różowe.

Wlazł kotek na płotek i mruga

W Maroko, na każdym kroku znajdziesz koty. Nie żartuję, są jak plaga gołębi na krakowskim rynku. Koty są tu traktowane niemal jak święte krowy w Indiach. Nie raz byliśmy świadkami, jak kelner przeganiał jakąś żebrzącą kobietę od barierek restauracji, gdy wyciągała rękę po dirhamy. A zupełnie nic sobie nie robił, na widok dziesięciu kotów czyhających przy stolikach stołujących się klientów.

Skąd jest ich tam tak wiele? Otóż wyjaśnienie jest bardzo proste. Koty to sprawa religijna. Otóż Mahomet, ulitował się nad losem nieszczęsnego zwierzęcia i nakarmił go, a gdy ułożył się on wygodnie do snu na szacie proroka, ten obciął jej kawałek, by nie zbudzić przypadkiem mruczka. Dlatego kotów w Maroko jest dostatek i to przeróżnej maści. Ostrzegam! Fan/fanka kotów może mieć niekontrolowane pragnienie zabrania ze sobą kilkuset kotów. :)

Przepiękny rudzielec
Przepiękny rudzielec

Czy ktoś widział psa?

Skoro już wspomniałam o kotach, to nakreślę też kilka słów o psach. Otóż, Marokańczycy nie posiadają psów domowych. To znaczy posiadają ich niewiele. Dlaczego? Tak się składa, że jeden z przedstawicieli tych czworonogów, na pewno przez nieopatrzność, ugryzł Mahometa. I dlatego Marokańczycy boją się psów.

Większość psiaków, które spotkaliśmy na naszej drodze, spełniały funkcje pasterskie. Tak zwanych psów „kanapowych” widzieliśmy na prawdę mało i co najgorsze, były to rasy niekoniecznie przystosowane do życia w tej szerokości geograficznej. Tak, ku naszemu przerażeniu, do Maroko sprowadza się m.in. psy rasy Husky!

Zupa z trupa! Taniej niż w Biedronce! Świeża ryba!

Tak Marokańczycy witają na swojej drodze Polaków. I co na prawdę zaskakujące, potrafią nas rozpoznać niemal bez-błęd-nie (raz wzięli nas za Holendrów i raz za Rosjan). Z resztą nie tylko nas, Marokańczycy mają niebywałą umiejętność rozpoznawania narodowości i mówienia do nich w ich ojczystym języku. Oczywiście sprawdziłam to na przykładzie języka włoskiego. I tu też zostałam obsypana włoskimi hasłami!

Co potrafią powiedzieć Marokańczycy w naszym języku? „Zupa z trupa”, „Dobra zupa”, „Świeża ryba”, „Duża ryba”, „Gesler masakra”, „Dobra cena”, „Taniej niż w Biedronce”, „Whisky za darmo”… i wiele innych. Na prawdę można się zdziwić… Co ciekawe, jeśli odwiedzisz na suku w Marrakeszu pewną zielarnię (niestety nie pamiętamy nazwy), znajdziecie tam Marokańczyka, który perfekcyjnie mówi po polsku, chociaż nigdy w naszym kraju nie był. Z tego co się dowiedzieliśmy, kazał sobie mówić po polsku, to co chce powiedzieć po marokańsku (to znaczy pytał po angielsku) i zapisywał to sobie to fonetycznie. Dzięki temu, opanował nasz język na tyle dobrze, że teraz rzuca mimowolnie żartami!

Ale jak oni to robią, że nas tak łatwo rozpoznają? Oczarowani tą umiejętnością, postanowiliśmy zapytać. Okazało się, że odpowiedź jest banalna – rysy twarzy. Mieszkańcy Maroka, są już tak obyci z turystami o różnych narodowościach, że potrafią z łatwością rozpoznać z jakiego kraju jest konkretna osoba po charakterystycznych rysach twarzy. Polki, po pełnych policzkach, gładkich rysach twarzy i pięknym uśmiechu, a Polaków po ich kobietach. :) Gdy czasem próbowałam im wmówić, że jednak nie jesteśmy z Polski, najpierw patrzyli podejrzliwie, a potem pytali skąd jesteśmy i przestawiali się na inny język. Po prostu magia!

Maroko, czyli zimny kraj gorącego słońca!

Ku naszemu zaskoczeniu, podczas pobytu w Maroko w październiku było… zimno! Ale bez przesady. Po prostu byliśmy nastawieni na to, że skoro to kraj afrykański, to jest tam gorąco cały rok. Nic bardziej mylnego. Maroko swoim klimatem bardziej przypomina kraje znane nam z europejskiej części basenu Morza Śródziemnego takie jak Włochy czy Hiszpania (ich najbardziej południowe krańce).

Więc co z tą pogodą? W październiku podczas naszego pobytu temperatura oscylowała w okolicach 19 do 24 st. C. Czy to zimno, czy gorąco? Zależy. W pochmurny dzień, gdy słońce jest kompletnie zakryte. Będzie zimniej niż w słoneczny i wietrzny dzień. Co ciekawe, przy temperaturze ok. 20 st. C. Można się całkiem nieźle opalić! Czy da się wejść do oceanu? Mój B. zamoczył nogi i stwierdził, że jest rześko. :)

Jeśli szukasz prażącego słońca i temperatur ok. 40 st. C, to nie polecamy planowania wyjazdów w okresie od października do marca. Jednak, dla osób nastawionych na zwiedzanie, to będzie najlepszy czas. Mało turystów, tańsze noclegi,ale będzie wtedy chłodniej. A w miesiącach zimowych nawet bardzo zimno. Ale coś za coś.

Marokańskie kobiety

To temat rzeka, dlatego poruszę tu tylko kilka kwestii związanych z ich ubiorem, charakterem i zachowaniem.

Mój B. obawiał się tego. jak mam się ubierać w Maroko. W końcu to islamski kraj i pewnie wszystkie kobiety poruszają się po ulicach w „namiotach”. Nic bardziej mylnego. Marokanki, to bardzo świadome i nowoczesne kobiety. Oczywiście zakryte od stóp do głów kobiety się zdarzają, ale jest to promil całej populacji, i uwierzcie mi na słowo. Wzbudzają takie samo zainteresowanie wśród miejscowej ludności, co wśród turystów. Część z nich zakrywa włosy pod chustami, a część chodzi z odsłoniętą głową (jak oficjalnie obecna królowa Maroka, która raczej nie zasłania włosów). Obcisłe spodnie i szorty, też przejdą bez problemu. Zgodnie z przekazaną nam relacją przez panią pilot. Marokanki, zwłaszcza w lecie, chodzą zdecydowanie bardziej odsłonięte niż Europejki!

Marokanki trzymają swoich partnerów bardzo krótko. Wbrew pozorom, w ich kulturze, najważniejszą osobą w rodzinie jest, matka! To ona ma zawsze ostatnie słowo i wszyscy muszą jej się podporządkować. To one trzymają kasę, a ich mężowie, choć niechętnie się do tego przyznają, są pantoflarzami jakich mało. Oczywiście ma to swoje logiczne wytłumaczenie. Marokańska kobieta, trzymająca swojego męża krótko, ma pewność, że nie będzie jej brakować pieniędzy na utrzymanie rodziny. W Maroko nie ma zasiłków ani emerytur, dlatego każdy grosz się liczy.

Jeśli kiedyś zobaczysz kłócące się Marokanki, nie podchodź! To jak zderzenie się dwóch ciężarówek. Byliśmy świadkami kobiecej regularnej walki w Fezie, gdzie dwie, już częściowo uspokojone grupy kobiet, wciąż nadawały na siebie po dwóch stronach ulicy. Lamenty, krzyki, szarpaniny. To widzieliśmy. A dochodzi nawet do walk, wyrywania włosów i drapania. Także, dopóki spór nie zostanie rozstrzygnięty przez silniejszą z nich, to lepiej się do takiej sytuacji nie zbliżać, tak dla własnego bezpieczeństwa.

Dlaczego Ci panowie trzymają się za ręce?

Czyżby ten kraj był aż tak postępowy? Nie do końca… Kiedy widzisz dwóch mężczyzn trzymających się za ręce, to znak, że łączy ich bliższe lub dalsze pokrewieństwo. Więc nich Cię nie dziwi, gdy dwóch mężczyzn w dziwnym przedziale wiekowym będą się trzymać za ręce. Jest to zwyczajna oznaka szacunku.

Alibaba!

Przed wyjazdem do Maroka, mój B. zastanawiał się jakby mnie tu zasłonić, żeby Marokańczycy mnie nie zaczepiali (blond włosy, niebieskie oczy). Zapomniał jednak o sobie. Otóż, mój B. jest posiadaczem bardzo bujnego i gęstego zarostu. Z dumą nosi go od czasów liceum, zanim zapuszczanie brody stało się modne (tylko raz, na moją prośbę mój B. ogolił się do zera. Domyślasz się na pewno jak mógł wyglądać, dokładnie tak, jak na tych memach, gdzie dorosły silny mężczyzna po ogoleniu zamienia się w słodkiego bobasa). I ta właśnie broda okazała się niesamowitym zapalnikiem do zaczepek ze strony Marokańczyków. Nie zrozum mnie źle, oczywiście reakcje były bardzo pozytywne i „Alibaba!” było artykułowane zawsze z sympatią. :)

Stało się tak, że broda całkowicie przysłoniła moje blond włosy i niebieskie oczy. A Marokańczycy, w większości ogoleni, częściowo z wąsami lub małą brodą, z zazdrością zaczepiali mojego B. i ochoczo pokazywali mu, w których miejscach na twarzy im broda nie chce rosnąć. Byłam cholernie zazdrosna wtedy o tę brodę. :)

Alibaba! Czyli jak broda zawojowała Maroko
Alibaba! Czyli jak broda zawojowała Maroko

To tylko część rzeczy, która nas zaskoczyła w Maroko. Oczywiście takich rzeczy jest ich o wiele więcej, ale głównie te wywarły na nas ogromne wrażenie! A może Ty masz inne doświadczenia i coś innego zaskoczyło Cię podczas podróży do tego kraju?  Koniecznie napisz o tym w komentarzu. :)

 

P.S. Zdjęcie wyróżniające do wpisu przedstawia kozy, które siedzą na drzewie arganowym.


Przeczytaj również: 

Maroko – cesarskie miasta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *